Marta Cywińska – tłumaczka

Marta Cywińska dla portalu malyksiaze.net

Czy tłumaczenie „Małego Księcia” było pani pierwszym spotkaniem z tym światowym bestsellerem?

Marta Cywińska

(ur. 22 lutego 1968 roku w Białymstoku)



doktor nauk humanistycznych (literaturoznawstwo) – Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie. Poetka, prozaiczka, felietonistka, tłumaczka literatury francuskojęzycznej, autorka około dwudziestu zbiorów poezji, prozy, prac naukowych oraz eseistyki naukowej. Autorka komentarzy poetyckich do albumu fotografii Marka Waśkiela „Podlasie. Opowieści z przydroża”.
Pisze i publikuje przede wszystkim w języku francuskim (m.in. we Francji, Belgii, Szwajcarii, Kanadzie, Rumunii).
Imieniem Marty Cywińskiej nazwano jeden z dębów w magicznym Lesie Tysiąca Poetów, znajdującym się w Vesdun we Francji.

Marta Cywińska: Kiedy byłam małą dziewczynką i nie umiałam jeszcze czytać, moja mama czytała mi fragmenty „Małego Księcia”, a ja wyobrażałam sobie jego historię na swój własny sposób. Kiedy jako sześciolatka czytałam już sama, „Mały Książę” stał się jedną z moich najulubieńszych lektur dzieciństwa.

Jak to się stało, że zdecydowała się pani na tłumaczenie „Małego Księcia”?

MC: Mnogość tłumaczeń to mnogość doświadczeń. Tak też potraktowałam translatorskie spotkanie z „Małym Księciem”. Kiedy podjęłam się tłumaczenia, byłam młodą kobietą patrzącą na przekład literacki w sposób idealistyczny, szukałam bardziej aktualnych terminów i określeń. Podczas tłumaczenia nowatorskie skojarzenia konsultowałam z ośmioletnim podówczas czytelnikiem.

Język francuski jest właściwie pani drugim językiem. Czy w związku z tym tłumaczenie „Małego Księcia” było jakimś szczególnym wydarzeniem czy po prostu kolejnym zadaniem w bogatym życiu tłumacza?

MC: …raczej romantycznym podejściem do dotychczasowych pozytywistycznych tłumaczeń. W Polsce w dalszym ciągu pokutuje stereotyp monotematycznego romanisty. Tłumacz to jedno z wcieleń poetyckiego kameleona. To doświadczenie związane z „Małym Księciem” wpłynęło także na moje zainteresowania naukowe – w tym tzw. „doświadczenie pustyni”.

Jest pani jedną z dwunastu osób w Polsce, które podjęły się tłumaczenia „Małego Księcia”. To chyba nie jest komfortowa sytuacja, bo zawsze tłumacz naraża się na porównanie z innymi tłumaczeniami, szczególnie sentencji, które zapadają w pamięć jak choćby „Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu”.

MC: Tłumacze zazwyczaj panicznie boją się porównań, moją pasją jest komparatystyka literacka, więc równowaga między bojaźnią a pasją została zachowana.

„Mały Książę” pełen jest zdań, które funkcjonują w naszej świadomości samodzielnie. Czy ma pani jakiś swój ulubiony cytat lub fragment?

MC: „- Proszę cię, narysuj mi baranka …”. W tej prośbie dziecięcość spotyka się ze światem dorosłych. Kiedy małe dziecko prosi mnie, bym coś mu narysowała, rysuję oczywiście baranka! I sama w takiej chwili, choć przez moment, znów czuję się małą dziewczynką.